Tawerniane Blogi

Lista Blogów

Jeśli chcesz dodać notkę, zaloguj się!

Użytkownik:BAZYLBAZYL
Data rejestracji:12.08.2004 09:51
Ostatnia wizyta:22.05.2012 20:03
Ostatni wpis na blogu:01.03.2012 21:23

Kilka słów o mnie:

BAZYLe są złe!

Notatki:

Linkuj!Głupi konwent - historia prawdziwa Komentarze: 6
Za siedmioma górami, za siedmioma morzami, ktoś wpadł na średnio odkrywczy pomysł powołania do życia kolejnego konwentu. Zdarza się nawet najlepszym, nie wiedzieli co sobie na głowę ściągają, ich sprawa co robią z wolnym czasem. Okazało się jednak, że już na samym wstępie mieli problem z wyborem nazwy - takiej, aby dobrze brzmiała i zawierała w sobie informację, że chodzi o konwent.

Końcówka -kon, względnie -con, dla ludków lubiących się w makaronizmach i niedostrzegających piękna polszczyzny, to wybór czysto formalny, gdyż obydwa warianty czyta się tak samo. Bohaterowie tej historii zdecydowali się na polski formant, co w moich oczach oznacza wybór lepszy. Później jednak zaczęły się schody.

Marketingową sztuczką jest tworzenie nazw wieloznacznych, które oprócz znaczenia dosłownego, pozwalają przekazać odbiorcy coś jeszcze. Tu jednak często popełniany jest taki błąd, że drugi przekaz jest wzięty z kosmosu i nijak nie wiąże się tym co reklamuje lub - jak w tym przypadku - nazywa. To jest opowieść o konwencie o bajecznej nazwie Sillikon, czyli takiej, która fanom bezkostiumowych filmów akcji może kojarzyć się bardzo przyjemnie.

Samo słówko silikon (w języku polskim przez jedno l) oznacza tworzywo sztuczne, więc w pewnych okolicznościach można uznać tę imprezę za sztuczną, coś w rodzaju protezy, organizowanej w miejsce pełnowartościowego konwentu. Czy to zachęca ludzi do jej odwiedzania? Skoro jednak to polska impreza, organizowana u nas i w dodatku z polską końcówką, to dlaczego jej organizatorzy zdecydowali się na zdublowanie literki l w nazwie? Ani to ładniejsze, ani adekwatne do angielskiego słowa (które też jest pisane przez jedno l), ani wygodniejsze...

Ale prawo organizatorów - mogą. Skoro jednak wymyślili już nazwę Sillikon, to dlaczego stronę umieszczają w domenie konwentsilikon.pl (przez jedno l)? Wielka to niekonsekwencja, granicząca z głupotą. A skoro już przy głupocie jesteśmy, to czemu nie pójść dalej? Czemu nie nazwać konwentu od razu Sillykon, czego, osobom obeznanym z językami, nie trzeba chyba tłumaczyć?...
Dodaj komentarz... BAZYL, 13.04.2011 15:53



Linkuj!Trochę tych notek jest... Komentarze: 0
Od jakiegoś czasu noszę się z myślą na temat napisania czegoś na bloga. A dziś, jak zacząłem czytać jakie herezje kiedyś wypisywałem, znów doszedłem do wniosku, że kiedyś to byłem genialniejszy. Ech, starość...

Jest jeszcze opcja założenia nowego bloga i przeniesienia, przynajmniej części, notek. Ale tu pojawiają się nowe problemy - czy zakładać bloga w serwisie blogowym, czy na swoim? Jaką domenę wybrać i czy warto, jak pewnie za jakiś czas znów mi się przestanie chcieć? No i czy wszystkie tutejsze notki są naprawdę warte tego, aby ujawniać je światu, a jeśli tak, to co z komentarzami, które - nie czarujmy się - czasami są lepsze od niektórych wpisów?

Powoli ogarniam wiele spraw jakie czekają na ogarnięcie. Na razie nie podejmuję się nowych, choć i pomysły i naciski są. Czasu jakby więcej, ale na jak długo? Nie wiem sam... Może jak jeszcze trochę spraw ogarnę?
Dodaj komentarz... BAZYL, 17.03.2011 21:38



Linkuj!Czuję się spełniony Komentarze: 0
Kiedy studiowałem i zgłębiałem tematy dotyczące web usability, wiedziałem że będę chciał tę wiedzę przełożyć później na praktykę - chociażby na stronę TRPG. Pamiętam ile było prób i targów z borgiem, aby wspólnie wypracować jakąś ogólną wizję aktualnej stronki. A na koniec i tak zjawiała się Falka, która zaczynała marudzić...

W końcu jednak wypracowaliśmy jakiś interfejs, który podobał się wszystkim na tyle, aby się na to zgodzić - bo oczywiście pewne niedoskonałości się w nim znalazły, choć banda domorosłych ekspertów, których w sieci jest pełno, nie potrafiłaby ich wskazać. Kiedy wreszcie plany zostały przerzucone na ostateczny kształt strony, byliśmy bardzo zadowoleni. Siadłem sobie przed monitorem i porównywałem TRPG do innych stron o podobnej tematyce. Może i były ładniejsze, może i były bardziej "klimatyczne", ale jedno było pewne - nasza była najbardziej przyjazna dla użytkownika. Wbrew temu, co gadają na ten temat laicy.

Od czasu do czasu w sieci pojawiają się nowe pokrewne strony, które zawsze najpierw analizuję pod względem web usability. Zwykle nie mam o nich zbyt pochlebnego zdania, głownie ze względu na to, że widzę wszystkie niedoskonałości. Co jakiś czas tylko budzę się jakby ze snu, aby stwierdzić, że mimo upływu lat, strona TRPG jest wciąż jedną z najlepiej przygotowanych technologicznie stron o podobnej tematyce w sieci. Ale - co ważne - nie tylko ja się budzę ze swoistego snu.

Ostatnio Polter ogłosił, że szykuje zmiany na swoich stronach. Wraz z tym ogłoszeniem w sieci pojawiła się testowa wersja ostatecznego wyglądu tego serwisu. I, ku mojemu zdumieniu, nowa wersja na pierwszy rzut oka spodobała mi się. Jasne tła, intuicyjna nawigacja...

A potem naszło mnie olśnienie, że przecież to nic nowego. Ktoś zwyczajnie obudził się ze snu i przekomponował Poltera na najlepsze (prawie) rozwiązanie. Zresztą zobaczcie sami:

[imgc]http://trpg.pl/dane/blogi/bzl-roznm.jpg[/imgc](Kliknij, aby powiększyć!)

I w tym momencie, jako projektant interfejsów ekranowych, poczułem się spełniony.
Dodaj komentarz... BAZYL, 29.10.2009 20:45



Linkuj!Karmelowy interes Komentarze: 0
Budynie to ogólnie szemrany interes. Czułem to przez skórę od dawna, ale dopiero dzisiaj się o tym przekonałem. A było tak:

Zapragnąłem budyniu. A że u mnie od pragnień do działań krótka droga, szybko zdobyłem kilka paczek budyniu. Nie były zachwycające smaki, ale jak się nie ma, co się nie ma, to się ma, co się nie ma... Czy jakoś tak.

Moją uwagę przykuł budyń o smaku karmelowym. Nie żebym jakoś specjalnie przepadał za karmelem, ale zdziwiło mnie co innego. Sposób przyrządzenia - z pół litra mleka odlać pół szklanki, resztę zagotować. Do szklanki wsypać proszek, dodać cukru i dokładnie wymieszać... Chwila, chwila... Dodać cukru? Przecież karmel to cukier, tyle tylko, że zwęglony.

Mleko - muszę mieć. Cukier, czyli karmel - muszę mieć. To, przepraszam bardzo, za co ja płacę kupując budyń karmelowy bez cukru? Za opakowanie i mąkę ziemniaczaną? No bez przesady, bo jeśli tak rzeczywiście jest, to w cenie jednego budyniu mogę kupić kilogram mąki ziemniaczanej... I robić sobie tyle budyniu karmelowego ile dusza zapragnie!

Ech, naciągactwo...
Dodaj komentarz... BAZYL, 22.07.2009 22:21



Linkuj!Gdzie jest czcionka?! Komentarze: 1
Mówi się, że co kraj, to obyczaj. To samo można jednak odnieść do wyższych uczelni, bo szkoła, szkole nierówna. Wiem to z doświadczenia.

Pamiętam, jak na pierwszym roku Polibudy, jeden z wykładowców zadał nam pytanie, które prawdopodobnie miało nas zagiąć. Zapytał o datę pokoju w Toruniu i między kim został on zawarty. Byłem chyba jedynym na sali, który pisał wtedy maturę z historii, więc pytanie to nie zrobiło na mnie wrażenia. Zgłosiłem się, grzecznie wyłożyłem, że pokój w Toruniu zawierany był dwukrotnie, podałem odpowiednie szczegóły. Wykładowca, jak na starego wygę przystało, tylko przez chwilę był zdziwiony, po czym odrzekł, że z taką wiedzą, to na uniwerek, albo do teleturnieju.

Latka mijały, skończyłem polibudę, poszedłem na filologię. Na filologii zaś pukają się w głowę - po politechnice studia humanistyczne? Już chyba nikt nie pamięta, że termin humanista odnosił się pierwotnie do ludzi renesansu - wszechstronnie, a zatem i technicznie, wykształconych.

To jednak pewien rodzaj podobieństwa, a jakie są różnice? Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to traktowanie studenta i traktowanie wykładowcy. Szczegóły? Proszę bardzo.

Na politechnice traktowano studentów jak elitę. Najtęższe umysły. Niestety niezbyt to było dobre dla niektórych studentów, bowiem nauka rozpoczynała się z pewnego pułapu. Wykładowcy wychodzili z założenia, że skoro student dostał się na tę uczelnię, to jakąś wiedzę ma i nie ma sensu nauczać podstaw. A zdolny (przyszły) inżynier, nawet jeśli nie ma podstaw, to sam się ich nauczy. Cóż, zaczynało nas na roku bodaj 390. Na piątym były trzy specjalności, po około 40 osób każda. A nie wiem ilu się nie obroniło.

Na polibudzie nie było profesorów doktorów i magistrów. To wszystko, to sprawy drugorzędne, bo nie liczy się tytuł, liczy się wiedza. Przez pięć lat panowania i paniowania, nikt nie zwrócił mi uwagi na nieodpowiednią formę. Jedynym wyjątkiem było oburzenie świeżo upieczonej pani doktor, gdy zobaczyła, że w indeksie mam ją wpisaną jako magister. Nie przepadaliśmy za sobą i uznała to za jawny akt lekceważenia. Ale ocenę wpisała. Choć nie zasłużyłem, ale to zupełnie inna bajka.

Teraz na filologii polskiej sytuacja jest zgoła inna. Wciąż jesteśmy traktowani jak elita (bo jesteście polonistami, zatem solą tej ziemi), ale jeśli chodzi o naukę, to jesteśmy traktowani na równi z licealistami. Bez dodawania sobie mogę stwierdzić, że bez nauki w liceum (za moich czasów nie było gimnazjów), po 8 klasach podstawówki, na studiach poradziłbym sobie równie dobrze co teraz. Bo tutaj traktuje się studenta jak osobę, która nic nie umie.

Za to na każdym kroku przypomina się, aby magistrów tytułować magistrami, doktorów doktorami, a habów i psorów profesorami. To jednak mały pikuś, bo z typową dla siebie przekorą zwracam się do nich per pan, pani i będę to robił, dopóki oni nie zaczną tytułować mnie magistrem inżynierem. To nic, że nie wiedzą że nim jestem - zawsze mogą zapytać. Najzabawniejsza jest jednak zasada, dotycząca kwadransa akademickiego. Ktoś sobie ubzdurał, że kwadrans czeka się na magistra, zaś na doktora dwa kwadranse. Profesor ma prawo spóźnić się 45 minut. Czyli literki po nazwisku zwalniają z elementarnych zasad dobrego wychowania. Czad.

Tutaj rodzi się pytanie - jaka szkoła jest lepsza, ale nie potrafię na nie odpowiedzieć. Gdybym miał jeszcze raz wybierać drogę kariery po maturze, pewnie miałbym dylemat jeszcze większy niż miałem te k10 lat temu. Ale po co to piszę i jaki jest sens tytułu tej notki? Cóż, bez względu na wykształcenie, są pewne rzeczy, które są zwyczajnie trudne. Na przykład wypowiedzenie przez obcokrajowca słowa czcionka. Dwukrotnie.

Zresztą zobaczcie sami:

[film=office2010.mp4]Office 2010 - The Movie[/film]
Dodaj komentarz... BAZYL, 10.07.2009 15:03



Linkuj!Pod dwoma księżycami Anglii Komentarze: 1
Właśnie ruszył nowy sezon Robin Hooda produkcji BBC. Serial ten ma swoich fanów, także w Polsce, choć żadna stacja nie zdecydowała się jeszcze na zakup tego serialu, choć uważam, że miałby on większe grono widzów niż średnio udany Crusoe serwowany nam przez TVP. Zaczyna się naprawdę nieźle - dynamicznie, wiarygodnie i przykuwając widza do ekranu. Potem jest ciut gorzej, ale jak na pierwszy odcinek sezonu, jest nieźle. Co najmniej na poziomie sezonu drugiego.

Robin Hood wreszcie pokazał że ma jaja, szeryf ma typowe dla siebie wstawki, a Gisborne wreszcie jednoznacznie zostaje czarnym charakterem. Tego temu serialowi brakowało. Widać powiew świeżości co najmniej jak przy przeskoku z sezonu pierwszego na drugi. Ale scenarzyści nie ustrzegli się pewnych błędów.

Nie będę tutaj ich opisywał, żeby zbędnie nie spoilować, ale z jednym nie mogłem się powstrzymać...

Wiecie że oprócz rdzennych, czarnoskórych mieszkańców, Anglia czasów Robin Hooda miała dwa księżyce? Dowód poniżej:

[imgc]http://tawerna.rpg.pl/dane/blogi/bzl-rob1m.jpg[/imgc]

Dla majacych problemy ze wzrokiem zbliżonko:

[imgc]http://tawerna.rpg.pl/dane/blogi/bzl-rob2m.jpg[/imgc]

Oczywiście ktoś kto nie widział pierwszego odcinka trzeciej serii, nie zrozumie. Śpieszę z wyjaśnieniem, że ta scena miała miejsce w ciągu kwadransa po całkowitym zaćmieniu słońca.
Dodaj komentarz... BAZYL, 29.03.2009 21:40



Linkuj!To twój blog - będziesz pisał co ci każę! Komentarze: 17
W dzisiejszych czasach niewielu jest ludzi z - jak to się mówi - jajami. Tam gdzie szerzy się asekuranctwo i poprawność polityczna trzeba wykazać się naprawdę twardym charakterem, żeby dokonać czynów niepopularnych czy występujących przeciwko przyjętym zwyczajom.

Ostatnio dostałem do Tawerny RPG tekst, z informacją że jeśli tekst się spodoba i przejdzie cenzurę, to z pewnością znakomicie zaprezentuje się na łamach pisma. W pierwszej chwili bardzo rozbawiła mnie część o cenzurze, pomyślałem że młodzież nie wie już czym jest cenzura. Tymczasem okazuje się że cenzura wcale nie zginęła - przeciwnie ma się coraz lepiej, a to dzięki redakcji Poltera, która jak się okazało - ma jaja.

Ostatnio owa redakcja zamieściła Regulamin blogów i galerii. Bardzo fajna sprawa, bo tekst powinien nazywać się Cenzurą blogów i galerii. Ale przyjrzyjmy się temu 'regulaminowi'...

Kategorycznie zabrania się: Obrażania innych użytkowników serwisu i osób publicznych, a także publikowania niesprawdzonych zarzutów wobec innych. Jeśli na blogu napiszę jakieś zarzuty, to muszą być one sprawdzone. Zgodnie z polskim prawem to redakcja musi mi udowodnić, że informacji nie sprawdziłem. Jeśli przedstawię kolegę jako osobę, która potwierdza te informację - to chyba nie będzie to już wystąpieniem przeciwko regulaminowi. Ciekawe sytuacje pojawią się, gdy źródło, które ja uważam za wiarygodne, redakcja serwisu uzna arbitralnie za niewiarygodne. Albo gdy napiszę że znany wydawca nie zapłacił mi honorarium, czego nie da się obiektywnie sprawdzić - bo to sprawa wyłącznie między stronami sporu. Swobodnie można ten punkt zapisać jako: Kategorycznie zabrania się: Obrażania innych użytkowników serwisu i osób publicznych, a także publikowania zarzutów z którymi nie zgadza się redakcja.

[Kategorycznie zabrania się:] Używania wyrazów powszechnie uznawanych za mocno obelżywe lub wulgarne - także w formie wygwiazdkowanej czy wykropkowanej. A to taka ciekawostka. Cenzura cenzury - my możemy, a ty nie! Wszystkie zwierzęta są równe, ale świnie są równiejsze! Już pominę fakt oczywisty, że wulgaryzmy są integralną częścią języka polskiego.

Dysleksja, dysortografia i inne tego typu schorzenia, jak również przyzwyczajenia i nawyki o podobnym charakterze nie będą uważane za usprawiedliwienie nagminnego popełniania błędów ortograficznych, rażących błędów interpunkcyjnych, itd. Tego nie skomentuję. Posłużę się cytatem: Zakazuje się dyskryminacji ze względu na chorobę psychiczną. "Dyskryminacja" oznacza każde zróżnicowanie, wykluczenie czy uprzywilejowanie, które prowadzi w rezultacie do pozbawienia lub upośledzenia w równym korzystaniu z praw. (Zasady ochrony osób z chorobą psychiczną i poprawa opieki chorych psychicznie przyjęte przez Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych uchwałą 46/119 w dniu 17 grudnia 1991 roku).

Ostateczna decyzja o zablokowaniu lub usunięciu konta jest podejmowana przez koordynatora społeczności serwisu, w porozumieniu z redaktorem naczelnym lub jego zastępcą; nie można się od niej odwołać. Podoba mi się część o utraceniu możliwości odwoływania się. To sugeruje nieomylność koordynatora społeczności serwisu. Taki gość musi być bardzo ważną personą o niezachwianym autorytecie. Gdyby mnie kopnął taki zaszczyt, z pewnością nie podpisałbym się pod takim regulaminem, bo jednocześnie zdyskredytowałbym swój autorytet i nieomylność... Ale nie jestem nim i mogę się już zamknąć.
Dodaj komentarz... BAZYL, 02.02.2009 18:58



Linkuj!Lansowanie na śniadanie Komentarze: 2
Borg ma takiego fajnego poważnego bloga, że zacząłem mu trochę zazdrościć. Linki do jego tekstów pojawiają się w pewnym serwisie, będącym kółkiem wzajemnej adoracji paru gości, przez co zgarnia punkty lansu. A ja ciągle pozostaję w szarym tle.

W gruncie rzeczy ja się jednak nie nadaję do pisania poważnych notek, a już na pewno nie do tego, aby mnie cytować. Mimo wszystko nadchodzi w życiu żółwia taki moment, że musi komuś dać w mordę. Więc dziś będzie na poważnie. O liderowaniu się i lansowaniu, ale w trochę innym świetle.

Zastanówmy się zatem czym jest lansowanie się? W krótkich słowach można to określić mianem budowania swojej pozycji w grupie. W jakim celu? Prawdopodobnie po to, aby liderować w tej gromadzie. Walki o przywództwo przyjmują dużo bardziej subtelną formę u ludzi, niż w świecie zwierząt, choć pewne grupy społeczne (czy konotacje z niskim ilorazem inteligencji zaznaczam wyraźnie?) także rozwiązują takie spory w sposób siłowy.

Dziś chciałem skupić się właśnie na sposobach zdobywania pozycji lidera, a konkretnie o jednym sposobie - budowaniu autorytetu. Obserwując współczesny świat, mam wrażenie, że młodzież cofa się na drodze ewolucji, przyjmując coraz bardziej pierwotne sposoby budowania autorytetu. Szczególnie widzi się to na wszelkiej maści forach internetowych. Nie doszukujcie się jednak analogii z naszym forum. Nie będę do niego nawiązywał. Może niesłusznie.

Pierwszym sposobem budowania autorytetu, jest budowanie go poprzez zastraszanie. Już o tym wspomniałem, ale powtórzę. Największym autorytetem cieszy się ten, któremu nikt nie podskoczy. Samiec alfa. Przenosząc sytuację ze świata zwierząt, pozycję tę zyskuje ten, który fizycznie pokona aktualnego lidera, czym udowodni, że jest najsilniejszy i wszyscy inni muszą się podporządkować, albo będą musieli udowodnić swoje racje w bezpośrednim starciu z nowym wodzem. Przywódca jednak nie będzie czekał aż przeciwnik urośnie w siłę. Cechą takiej formy przywództwa jest działanie z zaskoczenia - eliminacja (fizyczna) przeciwnika, zanim on zacznie stanowić realne zagrożenie. Tym samym dając do myślenia wszystkim innym z grupy. Zastraszając ich.

Drugim sposobem budowania autorytetu jest budowanie go poprzez doświadczenie, rzadziej pracę. W społeczeństwach pierwotnych, zawsze obok kultu siły fizycznej (poprzedni punkt) występuje kult wieku. Rady starszych, mędrcy i siwowłosi dziadkowie stanowią chyba najlepszy przykład. Zresztą o takim liderze mówi się, że z niejednego pieca jadł chleb. Nie jest tutaj, wbrew pozorom, ważny wiek, ale doświadczenie i wiedza. Dobrą stroną opartego na tym autorytetu jest to, że faktycznie nigdy on (autorytet) sam z siebie nie przemija. Można go stracić robiąc coś skrajnie głupiego, ale nawet wtedy nie wini się za to człowieka, ale chorobę psychiczną, której powodem jest nadmiar doświadczeń i dopustów bożych.

Człowiek posiadający ten rodzaj autorytetu rzadko bywa liderem (choć i to się zdarza). Częściej jednak jest organem doradczym, realizując własne cele niejako z drugiego szeregu. On podejmuje decyzje, lecz ogłasza je wódz ? przez co wszystkie niepowodzenia przypisuje się właśnie przywódcy, a nie mędrcowi. Niemniej to także jest jakaś forma liderowania ? bo przecież nawet nominalny wódz rzadko sprzeciwi się otwarcie osobie posiadającej wielki autorytet w grupie.

Trzeci sposób budowy autorytetu, to sposób pieniacza. W skrócie polega to na budowaniu swojej pozycji kosztem pozycji kogoś innego. Autorytet zdobywa ten, który krzyczy najgłośniej, albo najgłośniej sprzeciwia się aktualnemu status quo. Gorzej, jeżeli neguje się istnienie jakichś autorytetów. Ale wtedy ta forma przyjmuje zupełnie inny obraz. Skoro nie ma autorytetu, należy dyskredytować jeszcze bardziej tych, którzy autorytetu także nie mają. Nie mieć autorytetu, ale nie być debilem w bandzie idiotów, to sztuczne stawianie siebie na piedestale. Dlatego cechuje się agresją roztaczaną wokół siebie. Nadużywaniem wyzwisk, epitetów i przekleństw. Jeśli ktoś nie radzi sobie z czymś co dla mnie jest oczywiste, to nie wynika to z jego ignorancji, a tego, że jest skrajnym kretynem. Podobnie jeśli ma inne poglądy - nie wartościując ich możemy przecież go zwyzywać i tym samym pokazać otoczeniu, kto ma rację. Ten styl budowania autorytetu wynika z pewnego rodzaju zaściankowości w myśleniu, bo ludzie faktycznie inteligencją nie grzeszą i ślepo idą za krzykaczami, ale wystarczy jeden dobrze wymierzony argument, aby cały autorytet pieniacza obrócił się w perzynę (nie mylić z Perzynem).

Jest jeszcze jedna forma budowania autorytetu. Opartego na charyzmie. Ten, kto potrafi zjednać sobie otoczenie, zarazić innych swoją pasją, będzie automatycznie wystawiany na piedestał. Ktoś może powiedzieć, że taki typ przywództwa nie jest najlepszy. Ale człowiek charyzmatyczny będzie potrafił zjednać sobie takie osoby, które będą posiadały wiedzę potrzebną do liderowania. Umiejętne powtarzanie mądrych słów, odzywanie się wtedy, kiedy jest to potrzebne, to cechy dobrego lidera. Jest to chyba najtrwalsza forma budowy autorytetu. Dzieje się tak dlatego, że pozwala zjednać sobie wszystkich, którzy pozwolą liderowi odpowiedzieć na każdy zarzut. Bez względu na to czy merytoryczny, czy też nie.

Ludzie mają jednak taką cechę, że sami notorycznie pchają się na ołtarze. Każdy chciałby przez chwilę znaleźć się w świetle reflektorów i mieć tłumy wyznawców na każde skinienie. Niestety nie każdy może pochwalić się cechami czyniącymi z niego idealnego przywódcę w oczach świata, dlatego chwyta się wszelkich sposobów, które ułatwią mu wdrapanie się na piedestał.

Nie będę nikogo oceniał, bo nie to jest ideą tego tekstu. Chciałem tylko zasygnalizować problem i zwrócić się z prostym pytaniem do każdego kto to czyta: Jak TY budujesz swój autorytet?
Dodaj komentarz... BAZYL, 03.12.2008 18:20



Linkuj!Mleko w butelce pod nosem Komentarze: 2
Przyszedł do mnie Młody i tak rzekł: Dziadku BAZYLu, dziadku BAZYLu, a czy to prawda, że jak byłeś piękny i młody to świat był czarnobiały? Krótkie dochodzenie wyjaśniło, że Młody natknął się na mój profil na portalu dla ludzi z kasą i zadumał się nad światem w czerni i bieli. Oczywiście nie wyprowadziłem go z błędu (niech sobie dalej myśli, że byłem kiedyś młody). To mi jednak przypomniało o tym jak było drzewiej.

A drzewiej, oprócz kolorów świata, było także inne mleko. Tak, owszem, również było czarnobiałe, ale za to inaczej pakowane. Bo w butelkach. Dziś jednak, w zależności od upodobań, jak słyszymy butelkę to kojarzy nam się z plastikową flaszką pełną koli, albo z długą i wąską szyjką od połówki. Ale mleko, z mlekiem to inna bajka.

Bajer polega na tym, że szklana litrowa butelka od mleka miała bardzo szeroką szyjkę (już się takim nie spotyka, bo ciężko pić z gwinta) i kapsel. Kapsle to także luksus, który powoli odchodzi do lamusa, ale tamtych kapsli już się nie spotka. Były to bowiem miękkie kapsle ze srebrnej blaszki z wytłoczoną informacją z którego dnia jest to mleko. Nie muszę chyba dodawać, ze w tamtych czasach za szczyt dowcipu uważane było wyprasowywaniu tego kapsla palcem, aby przypadkiem kupujący nie miał pewności czy mleko to nie jest aby nieświeże. Inna sprawa, że owe mleko kisło po jakichś dwóch dniach.

Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że później butelki od mleka zostały wyparte przez foliowe woreczki, a z czasem przez kartony. Choć oczywiście i teraz są jeszcze mleka w folii. Dziś, przed chwilą właściwie, chcąc napić się mleka, które miało znajdować się w lodówce musiałem zaglądać tam kilka razy. Bo jak się okazało, nie rozpoznałem mleka w butelce, stojącego na tylnej ściance drzwi lodówki.

Pewnie dlatego, że jestem już stary. Albo dlatego, że nie sądziłem że doczekam mleka w plastikowej butelce...
Dodaj komentarz... BAZYL, 06.10.2008 21:18



Linkuj!Tysiąc bałwanów na cztery zmiany... Komentarze: 0
Zaczęło się bardzo niewinnie, bo od Maskarady. Kiedy przyszło mi zagrać nową postacią, szybko wybrałem Malkaviana, trochę mi jednak zajęło wymyślenie samej postaci. Z jednej strony chciałem postać niebanalną, z drugiej jednak nie chciałem by był to jeszcze jeden czubek, jakich pełno było w rękach graczy.

Sam nie wiem jak wpadłem na pomysł zagrania Elvisem. Tym samym, ale jakże innym. Upadła gwiazda, która nigdy nie zapomniała o swojej wielkości, ale o której zapomniała publika. Król, który ciągle żyje, ale gdzie tylko się jest odbierany jako stuknięty sobowtór. Nic dziwnego, że z czasem sam zaczyna wątpić w swoje zdrowie psychiczne i robi wszystko, aby od tego się odciąć, jeszcze bardziej spychając swoją psychikę na krawędź szaleństwa...

Aby lepiej wczuć się w charakter tej postaci, przez kilka dni oglądałem i słuchałem piosenek Elvisa w Internecie. Tak zaczął się cug, który wciągnął mnie w klimat muzyki lat sześćdziesiątych. Jednak w głębi czaszki ciągle latał mi tylko jeden kawałek, poruszający problem kidnapingu zimowego, a którego nasłuchałem się przed laty. Dziś macie okazje sami się wkręcić w te klimaty:

[flash=425,344]http://www.youtube.com/v/GQz3M7   IGYh4&hl=en&fs=1[/flash]
Dodaj komentarz... BAZYL, 11.09.2008 19:02



Linkuj!Jak to z łobuzami bywa... Komentarze: 2
Ostatniego wieczoru naszła mnie myśl tak prawdziwa, jak i, wydawać by się mogło, oczywista. Kim jestem, co robię - chyba każdy tutaj potrafi z grubsza powiedzieć. Ale jak się okazało, na przestrzeni lat odpowiedź nie zmieniła się aż tak bardzo.

Wstyd przyznać, ale zacząłem już w podstawówce. Najpierw była składana na dwoje kartka A4 z zagadkami i łamigłówkami dla kolegów z klasy. Lata mijały, zmieniały się także realia. W okresie szału na punkcie Wojowniczych Żółwi Ninja, razem z kumplem, tworzyliśmy komiks. Rysowany w uproszczeniu, granatowym długopisem (bo ołówek był słabej jakości na odbitkach) i o fabule tak prostej, że miejscami aż naiwnej. Ale za to o wartkiej akcji.

Kiedy minął zielony szał, a moje zainteresowania pożeglowały bardziej w stronę literatury, powstało czasopismo poświęcone kryminalistyce i zagadkom kryminalnym. W założeniu było podobne do Świata Młodych - trochę publicystyki, poradniki i obowiązkowo powieść w odcinkach. Powstało tego kilka numerów (ale komiksów i tak było więcej), a z każdym kolejnym zmieniła się nieco formuła pisma ? wielkość stron, układ graficzny, z czasem nawet starannie kreślony tekst został zastąpiony napisanym na maszynie do pisania.

Każdy z tych tworów był swoistym następnym ogniwem łańcucha ewolucji. Paradoksalnie to właśnie pierwsze pisemko miało największą liczbę odbiorców. Komiksy widział tylko mój kumpel i ja. Mam je do tej pory, lecz chyba nie ma się za bardzo czym chwalić. Podobnie z gazetką kryminalną. Tę jednak robiłem samodzielnie i nikt nie miał okazji jej zobaczyć. Co ciekawe powód był bardzo prozaiczny - każdy kolejny numer był przeze mnie odrzucany jako nie dość dobry. To pisemko także mam gdzieś odłożone...

No i właśnie gdy sobie o tym wszystkim przypomniałem, okazało się, że to co robię w Tawernie, robiłem zawsze. Tylko za pomocą innych, dostępnych ówcześnie, narzędzi. Jak mogłem o tym zapomnieć?
Dodaj komentarz... BAZYL, 09.08.2008 22:39



Linkuj!Trzystu BAZYLów 2: Przepakowanie Komentarze: 2
Wszystkich fanów dobrego kina zelektryzowała wiadomość, że Franek Miller przymierza się do przeniesienia na szeroki ekran drugiej części 300. Dla mnie to wiadomość średnio zabawna biorąc pod uwagę to że razem z Pitą mieliśmy się trzaskać na trzystu (tak, tak - tylko we dwoje, sami rozumiecie, że to trochę ciężko...). Ciekawe co nam do głowy strzeli tym razem...

Zważywszy jednak na moją wieloletnią znajomość z Frankiem i pewną zażyłość, którą wypracowaliśmy w tym czasie, udało mi się go namówić na nieoficjalny wywiad w sprawie kontynuacji tego hiciora. Oczywiście będzie on się wszystkiego wypierał, bo ma umowę z producentem, że nie będzie przecieków, ale wszystko co tu napiszę jest pewne. Zresztą czy ja kiedyś napisałem na blogu coś co się nie sprawdziło?

Otóż wiadomo, że owa produkcja będzie klasycznym sequelem, dziejącym się jakieś dwa tygodnie po wydarzeniach z części pierwszej. Fabuła nie jest jeszcze dopracowana w szczegółach, bo dopiero powstaje, ale ma łączyć w sobie cechy mitologicznej baśni fantasy i kina akcji. Z tego co udało mi się dowiedzieć będzie to wyglądało następująco.

Z pogromu w wąwozie termopilskim nie uratował się żaden ze Spartan. Armia Kserksesa opóźniona i osłabiona przedłużającą się potyczką dociera do Aten, a następnie plądruje i pali miasto. W tym samym czasie na pobojowisko dociera potężny spartański nekromanta imieniem Gargameldas, który nadludzkim wysiłkiem woli ożywia umarłych bohaterów oddając jednak w zamian swe życie. Armia trzystu nieumartych herosów wyrusza naprzeciw potężnej armii Kserksesa, nie podejrzewając, ze na ich drodze pojawi się legion ludzi-trolli (znanych z pierwszej części filmu), potężnych demonów przyzwanych na ziemię dzięki zdobyciu magicznych scrolli z biblioteki ateńskiej.

Jak się zakończy potyczka zdradzić nie mogę, choć nie będę ukrywał, że Franek wspominał coś o ewentualnych furtkach do trzeciej części filmu. Obraz powstaje pod roboczym tytułem Revenge of 300.
Dodaj komentarz... BAZYL, 01.07.2008 22:58



Linkuj!Głos Boga w twoim GG! Komentarze: 2
Dziś będzie notka z cyklu "Z kamerą wśród jellonków". Rozmowa zarejestrowana przed chwilą amatorskim komunikatorem. Chciałem żartobliwie odpowiedzieć tekstem Kaczmarskiego, ale nie przypuszczałem, że rozmowa potoczy się dalej. Toteż dalej ją kontynuowałem podobnie - wszystkie cytaty z Kaczmarskiego. Pisane z głowy, więc mogą być drobne błędy.

Proszę zająć miejsca, zapiąć pasy i nałożyć kaski. Dziękuję.

1971204
Orędzia od Boga i Maryi &quot;Prawdziwe Życie w Bogu&quot; całość darmo: <!-- m --><a class="postlink" href="http://www.adresstrony.com"><!-- m --><a class="postlink" href="http://www.adresstrony.com">http://www.adresstrony.com</a&   gt;<!-- m --></a><!-- m --> więcej na: <!-- m --><a class="postlink" href="http://www.adresstrony.com"><!-- m --><a class="postlink" href="http://www.adresstrony.com">http://www.adresstrony.com</a&   gt;<!-- m --></a><!-- m -->
Jezus Chrystus:&quot;Moje Dzieła są wzniosłe, a ci, którzy rozpoznali Mój Głos w tych orędziach, są błogosławieni.&quot;(6.10.99)

BAZYL
ale boga przeciez nie ma
i to tyle na ten temat...

1971204
to twoje zdanie
a człowiek się często myli...

BAZYL
nie ma dobra ani zła
to jest gra i tylko gra...

1971204
świat to iluzja, odnajdź prawdziwą przyczynę istnienia

BAZYL
Możesz wierzyć, lub nie wierzyć,
Nic od tego nie zależy.

1971204
bez wiary nie można osiągnąć Nieba

BAZYL
Nie wyznaczaj sobie zadań -
Kto się nie wspiął - ten nie spada...
A kto pragnie być na szczycie -
Będzie spadał całe życie.

1971204
to Bóg wywyższa

BAZYL
Niczym się nie przejmuj za nic!
Nie wyznaczaj sobie granic!

1971204
On potrafi dać wzrost małym drzewom a wstrzymuje wzrost dużych
Święta Miłość rzeczywiscie nie ma granic

BAZYL
nawet drzewa próchnieją przedwcześnie -
a przecież istnieją bezgrzesznie...

1971204
człowiek jest kimś wiecej niż drzewo
jego dusza zyje wiecznie

BAZYL
Zwłaszcza, jeśli duszy nie ma -
I to wszystko na ten temat...

1971204
czy w Niebie czy w Piekle zalezy od ciebie
Bóg dał przykazania
wystarczy je przestrzegac
Milosc jest sercem Prawa Bozego

BAZYL
Bo to o to w końcu chodzi
By niczego nie dowodzić.
Nie wykuwać tarcz utopii
I nie kruszyć o nie kopii....

1971204
trudno poznac rozumem Boga niematerialnego

BAZYL
Nie stać cię na luksus troski,
Jesteś wszakże dziełem boskim...

1971204
jednakze Bóg sie zmaterializowal w Jezusie Chrystusie
zmartwychwstal dowodząc ze jest Bogiem
nastepnie wniebowstapil

BAZYL
Jeżeli hardzi Stwórcę brzydzą -
Niech mi odmówi odkupienia.
Choć chyba mnie zrozumie, widząc,
Że też samotnie trwa w przestrzeniach.

1971204
poeta sie znalazl :&gt;

BAZYL
Pijany poeta ma za złe że klaszczą
Że patrzą na niego ciekawie
Że każdy mu nietakt łaskawie wybaczą
Poeta wszak wariat jest prawie


Na tym rozmowa się urwała. Ale nie wszystko stracone - może kto inny natchnie mnie kiedyś Duchem Świętym via GG. A może i nie.
Dodaj komentarz... BAZYL, 20.06.2008 19:38



Linkuj!Fantastyczna nagroda profesjonalistów Komentarze: 5
W opublikowanym niedawno felietonie Andrzej Zimniak przedstawił dość ciekawy problem. Na tyle ciekawy, że warty wspomnienia choćby na tym skromnym blogu.

Chodzi mianowicie o przyznawanie profesjonalnej nagrody literackiej w dziedzinie fantastyki. Coś na kształt fantastycznej Nike. To było hasło, bez konkretów (co chyba może być największym zarzutem) ale chodziło głównie o wywołanie dyskusji, bo wiadomo - najwięcej pomysłów można wyłapać z dobrego flejmu.

Uczestnicy dyskusji szybko wyłapali potencjalne problemy jakie napotka ta nagroda. Przede wszystkim całość rozbija się o kasę. Skoro poważna i skoro literacka, to wypadałoby nagrodzonemu, oprócz laurki, dać jakiś konkret. Wiadomo pisarz też człowiek, czasami nawet przemówi ludzkim głosem, musi coś zjeść, gdzieś się ogrzać i mieć ołówki do pisania tych swoich wielkich utworów. Ktoś ustalił autorytatywnie, że 2-3 tysiące to mało. Ktoś inny to podchwycił i zaczęła się mowa o kwotach z czterema zerami, co naturalną koleją rzeczy wyewoluowało do kwestii znalezienia sponsorów. Oczywiście znalezienie sponsora na taką kwotę jest możliwe, tak samo, jak możliwe jest to, że Polska wygra zbliżające się Euro. Oczywiście o Grecji cztery lata temu też tak mówiono, ale to prawdopodobieństwo jest ciągle zbyt małe, żeby wieszczyć nagrodzie długi żywot.

Drugim problemem okazał się sposób wręczania nagrody. Kto miałby być w jury, ale najlepiej taki, żeby nie był z nikim powiązany, nie pisał, nie miał znajomych pisarzy i brońcie bogi nie obniżał swoim autorytetem innych nagród, jak choćby znanej chyba wszystkim Nagrody Zajdla. Padały różne propozycje, nawet taka, żeby w komisji zasiadali przedstawiciele serwisów internetowych i zinów, co delikatnie rzecz ujmując, każe mi powątpiewać w kompetencje osób które to proponowały. Ale spośród tych nazwisk nie da się znaleźć ideału - to ktoś sporadycznie coś pisze i (olaboga) ktoś inny mu to wydaje, to ktoś pił piwo z Orbitowskim (a to dowodzi tego, że nagroda jest ustawiona), to ktoś ma wujka w wydawnictwie, a wiadomo, że wujek to powszechnie stosowane narzędzie marketingowego nacisku... No nie ma idealnej metody przyznawania nagrody - bo pisarze pisarzom dawali, lecz się nie sprawdzili, kluby nie dochodziły do konsensusu, a fani się nie znają, zresztą nagroda ma być profesjonalna...

Na koniec została jeszcze nazwa dla tego wyróżnienia. Tu faktycznie jest problem, bo Lem jest zbyt oklepany, Żuławski za mało znany, Pilipiuk nieszczęśliwie dla nazwy nagrody jeszcze żyje, a Zajdel zajęty. Z tego wszystkiego można by pokusić się o jakąś nazwę nie związaną z żadnym nazwiskiem, ale zaraz larum podniosą ci sami, który uważają, że nazwy niektórych konwentów psują dobry wizerunek tych imprez i zaczną się krzyki, że Nagroda o nazwie Różdżka, to zabobon i magia szatana, Pirx to komunista, Homunkulus karzeł, Rakieta terroryzm, Sfinksy i Gryfy to pogaństwo, i tak dalej, dalej... Sami widzicie, że problem jest niemały i naprawdę ciężko by było z niego wybrnąć.

Dlatego postanowiłem podejść do tego bardzo behawioralnie i zacząłem się zastanawiać intensywnie z altruistycznej potrzeby zadowolenia wszystkich. Czym można by zastąpić kasę, tak aby nagroda wciąż była atrakcyjna i pozwalała zapewnić podstawowe potrzeby przeciętnego pisarza? Wybór okazał się być dość prosty. Nagroda ma najpierw cieszyć oko. A przecież nic tak nie cieszy oczu jak widok urodziwej dziewoi, z nogami do samej ziemi, nienagannym uśmiechem i błękitnymi oczętami. Taka Nagroda poza czysto fizycznymi walorami może także zastąpić te dawane przez kasę - dobrze wybrana i ugotuje (więc pisarz nie będzie głodował), i ogrzeje, jak będzie trzeba, a na dokładkę może też ostrzyć niezbędne do pracy ołówki. Poza tym nie wiem czy znalazłby się pisarz, który odmówiłby przyjęcia takiej Nagrody...

Idąc dalej, pozostałe problemy rozwiązują się same. Nie trzeba nazywać Nagrody, bo tak naprawdę nazwał ją już ktoś za nas - wystarczy tylko zapuścić żurawia do dowodu Nagrody lub jej metryki (tu można przy okazji sprawdzić, czy Nagroda ma odpowiedni termin przydatności do spożycia, bo chyba nikt nie dopuszcza do siebie myśli, że pisarz otrzymałby Nagrodę, która z różnych względów nie jest jeszcze gotowa do... cieszenia się w pełni z jej otrzymania...) i wszystko stanie się jasne!

Problem tego kto miałby przyznawać Nagrodę laureatowi i kto wyłoniłby laureata to naprawdę trudny orzech do zgryzienia. Ale właściwie tutaj najlepsze będzie rozwiązanie najprostsze - niech Nagroda sama oddaje się temu, kto jej zdaniem najbardziej na to zasługuje. Wyeliminuje to wszystkie dyskusje na temat tego, jakie powiązania ma jury z nagradzanym, czy co zyska członek jury przyznając Nagrodę tegorocznemu zwycięzcy. Z doświadczenia wiem, że decyzje Nagrody mogłyby być dość zaskakujące, co tylko wpłynie na jej prestiż, bo wszyscy będą wyczekiwać z napięciem i niecierpliwością na ogłoszenie wyniku, nie mając przesłanek kto może być faworytem komisji.

Jeśli chodzi o moją skromną osobę, to dobrowolnie zrezygnuję z całego splendoru jaki mógłby na mnie spłynąć z racji rozwiązania tej trudnej kwestii profesjonalnej nagrody fantastycznej. Dla mnie największą satysfakcją będzie sama myśl, że nagrodzeni zostali wyróżnieni także dzięki mojemu skromnemu wkładowi. Niczego więcej mi nie potrzeba. A jeśli trzeba to mogę pomóc jeszcze trochę. Ot choćby w ramach rozruchu pierwszej edycji tej nagrody mogę (społecznie, za zupełną darmochę) dokonać selekcji kandydatek na stanowisko Nagrody, ze specjalnym uwzględnieniem sprawdzania ich kompetencji w zakresie zaspokajania podstawowych funkcji nagrody...

Maila znacie. Nie zapomnijcie o fotkach...
Dodaj komentarz... BAZYL, 05.06.2008 00:59



Linkuj!O delikatnej młodzieży i Newsie-widmo Komentarze: 0
Pisałem kiedyś notki o Windzie-widmo, tym razem pozornie coś podobnego, ale jednak zupełnie innego. Chodzi mianowicie o Tawernę-widmo, a dokładniej Newsy-widmo. Ale, jak mawiają maszyniści, po kolei.

Mam taki nieładny zwyczaj, pierwszego dnia każdego miesiąca, zamieszczać na stronie newsa o nowym numerze Tawerny RPG. Wydawać by się mogło, że to praca lekka, łatwa i przyjemna, ale w rzeczywistości sprowadza się do czegoś więcej niż tylko kliknij i ujawnij. Kiedy jednak już tego dokonam, piszę informację na temat nowego numeru i zamieszczam ją w pokrewnych serwisach. Przynajmniej niektórych.

Kiedyś starałem się newsować wszędzie, ale postawa administracji niektórych z nich pozostawiała wiele do życzenia. A i pracy było z tym co niemiara. Z czasem doszedłem do bardzo budującej konkluzji, że dobry serwis (o ile oczywiście ma ambicję bycia dobrym serwisem) sam informuje o takich rzeczach jak nowy numer zinu. I zrezygnowałem z wrzucania informacji na mniejsze vortale, skupiając się na tych większych, mającym szersze grono odbiorców. Jak się okazało, mniejsze faktycznie same zaczęły pilnować informacji o nowym numerze i zamieszczać ją, z podziwu godną regularnością.

Ostatnio jednak w jednym serwisie - rzecz dziwna - news się nie pojawiał, mimo że został zamieszczony w pierwszych minutach czerwca. Co więcej, zauważyłem, że dostałem punkty za tego newsa, ale samej widomości nigdzie nie było... Ki diabeł, myślę, i z myślą tą rozpoczynam dochodzenie.

Szybko odnalazłem moderatora mojego newsa, co tylko potwierdziło fakt, że nie byłem zupełnie niepoczytalny w momencie jego wrzucania i faktycznie gdzieś tam się pojawił. Skoro ja zainkasowałem punkty i zainkasował je ktoś z redakcji serwisu za moderację, niemożliwym byłoby, żeby wiadomość po prostu wyparowała.

Dzięki funkcjonowaniu w serwisie czegoś takiego jak słowa kluczowe, udało mi się określić wszystkie powiązania z hasłem Tawerna RPG. Dzięki temu udało mi się odnaleźć Newsa-widmo. Choć w pierwszej chwili może nie rzuca się w oczy, ale z całą pewnością tam jest, choć jego lokacja, na końcu spisu daje do myślenia. Rozwiązanie zagadki kryje się gdzieś w samej treści Newsa-widmo. Jak łatwo zauważyć, nad obrazkiem, powinna znajdować się data. I owszem znajduje się, choć 0 to nie jest zupełnie tą, kiedy miało miejsce zamieszczenie newsa.

Z tego wynika, że news się wyświetla. Prawdopodobnie jako pierwszy zamieszczony w tym serwisie, dawno, dawno temu... Sam nie wiem czy traktować to jako nobilitację, czy raczej kiepski żart. Choć jak widać nie tylko ten news został tak potraktowany...

Przez chwilę byłem przekonany, że zmiana daty to tylko takie zabezpieczenie, żeby dzieci w Dzień Dziecka nie natknęły się na naszą nową okładkę. Fakt, redakcyjny kolega może nie grzeszy olśniewającą urodą, ale chyba od patrzenia na niego nikt palpitacji nie dostanie. Chociaż kto wie, dzisiejsza młodzież jest przecież taka delikatna...
Dodaj komentarz... BAZYL, 03.06.2008 11:57



Linkuj!Za to mnie uwielbiacie... Komentarze: 3
Pewna koleżanka, która czasami między wierszami, a czasami bardziej wprost pojawiała się w notkach na tym blogu otrzymała ode mnie książkę do przeczytania. Nie wiem dlaczego sądziłem, że jej się spodoba Ostatnie życzenie i dlaczego wybrałem akurat tę książkę, ale okazało się, że miałem rację. Książka jej się spodobała, ale nie, nie chciała drugiego tomu. EB...

Mój brak zrozumienia doprowadził do tego, że owa dziewoja się nieco zirytowała. Nie pamiętam dokładnie o co poszło, wiem jak się zakończyło. A zakończyło się jak zwykle - czemu ja jestem taki jaki jestem?

Wszyscy potrafią wymienić liczne moje wady, ale jak się okazuje nikomu nie przeszkadza to zadawać się ze mną. Po jednej z poprzednich moich notek Pyrtles napisał, że potrafię jak nikt inny jednym czy dwoma zdaniami obrazić praktycznie wszystkich. Widłak już sześć lat temu przepowiadał mi, że zostanę spalony na stosie. Co rusz ktoś mi mówi, że mam kaprawy uśmiech, a ja namiętnie odpowiadam, że bez tego uśmiechu nie byłbym BAZYLem. Za to mnie nienawidzą. Za to, ci sami, mnie uwielbiają. Tak skonstruowany jest ten świat...

Więc jeśli kiedykolwiek ktoś z Was znajdzie we mnie jakąś wadę, niech pamięta, że to właśnie za to mnie uwielbia! Właściwie wszyscy mnie uwielbiają - czy tego chcą, czy nie. Dla jednych mam za długi ozór, dla drugich jestem zniewalająco szczery. Jedni mają mnie za nudziarza - inni za oazę spokoju. Kto ma rację?

Ci, którzy mnie uwielbiają.

Kiedyś przyszedł taki jeden i zadał mi bardzo ważne pytanie:
- BAZIU, ja wiem, że ciebie wszyscy uwielbiają, ale powiedz mi jak to jest z kobietami? Ciągle na blogu je obrażasz, a one i tak cię uwielbiają... Dlaczego?
- Nie wiem - odparłem szczerze. I oblizałem brwi.

[imgc]http://tawerna.rpg.pl/dane/blogi/bzl-brwi.jpg[/imgc]
Dodaj komentarz... BAZYL, 21.05.2008 00:02



Linkuj!Napisy na murach kłamią Komentarze: 4
Każdy to zna. Już nawet nie ma sensu wyjaśniać o co w tym napisie chodzi, każdy wie, a jak nie wie, to bardzo łatwo może się domyślić. Co ciekawe to stwierdzenie jest bardzo prawdziwe, gdy przyjrzymy się twórczości na murach.

Koło mojego starego mieszkania, na śmietniku był inny napis o kłamstwie - ale mimo wszystko potwierdzał ten z tytułu notki. A brzmiał on mniej więcej tak: Kopernik kłamał! Ziemia jest płaska! Zaprawdę ciekawy obrazek. Ziemia nie jest płaska, i wiedzą o tym ludzie od dawien dawna. Już Pitagoras stwierdził, że Ziemia kształtem musi przypominać kulę - bryłę idealną. A jeszcze długo przed Kopernikiem za podobne twierdzenia topili w rzekach i palili na stosie.

Poza obnażeniem kłamstwa autora (bo Kopernik nie kłamał skoro nie on ogłosił ziemię nie-płaską) napis ten obnażył niewiedzę jego autora na temat tego czym zasłynął Kopernik. Ale nie pora na lekcje astronomii.

W innym miejscu, a konkretniej na stacji kolejowej w miejscowości Drezdenko, koło Gorzowa Wielkopolskiego ongiś widniał napis Drezdenko - miasto seksu i biznesu. Kolejna kłamliwa kwestia, ale mimo to bardzo ją lubiłem, zwłaszcza na tle zabitego dechami dworca. Ale ktoś, ku mojemu niezmiernemu smutkowi, zamalował ostatnio ten napis. Cóż, może lokalni strażnicy biznesu niezbyt przychylnie patrzą na podobne przejawy wolności słowa.

A skoro już przy wolności jesteśmy, to każdy wie, że Naprawdę wolny jest tylko ślimak! Choć z tym mógłby się nie zgodzić każdy porządny żółw. Choć jeśli weźmiemy wyścig żółwia i szybkonogiego Achillesa (zabawne jak z herosa o słabej pięcie zrobili szybkobiegacza), w którym żółw porusza się z dwukrotnie mniejszą prędkością niż heros, zaś ten drugi daje mu fory w postaci połowy drogi do przebycia, to sytuacja bardzo się zmienia...

Jak wiadomo, gdy Achilles przebiegnie połowę drogi, to żółwia juz tam nie będzie - bo będzie w odległości 3/4 od startu... A gdy Achilles znajdzie się w tym miejscu, to żółw będzie jeszcze dalej i tak dalej... Ale zostawmy antyk i tamtejsze postaci.

Najlepsze jednak są napisy, odwołujące się do naszej polskiej rzeczywistości, nawet jeśli są przejaskrawione: Polska dla Polaków! i dopisek: Ziemia dla ziemniaków! i następny dopisek: Rowy dla rowerów! i na koniec: Toyota dla księdza!

Więc, gdy się dobrze zastanowić, zdanie z tytułu tego wpisu nie jest kłamstwem. Starał się to wykazać już domniemywany autor tego zdania (może nie w bezpośrednim brzmieniu) niejaki Eubulides z Miletu (nie mylić z Sedesem z Bakalitu). A rozwiązanie jest bardzo proste - wystarczy tylko dopisać przed nim: Następne zdanie jest prawdziwe i wszyscy będą szczęśliwi...

No dobra. Kłamałem.
Dodaj komentarz... BAZYL, 26.04.2008 00:10



Linkuj!Dlaczego BAZYLe są złe? Komentarze: 3
Wielokrotnie spotykam się z Waszej strony z brakiem zrozumienia, dla prawdy objawionej jaką jest hasło BAZYLe są złe. To, jako dogmat, należy przyjąć na wiarę, gdyż nie życzę nikomu, aby musiał się o tym przekonywać na własnej skórze. Mimo to jest jeszcze jeden element, który tu nie pasuje przeciętnemu śmiertelnikowi.

Często powtarzam, że BAZYL jest tylko jeden, ostatni, figura doskonała jak kula (u nogi). Mimo to w przytoczonym wyżej haśle jest wyraźnie mowa o liczbie BAZYLów większej od jedności i to niektórym spędza sen z powiek. Dlatego postanowiłem raz na zawsze wyjaśnić tę kwestię, tak, żeby kolejne pytające o to osoby odsyłać do tej notki, nie muszą wyłuszczać im tego osobno.

A przyczyna jest prosta - w języku polskim z reguły jest tak, że liczba mnoga jest gorsza od liczby pojedynczej. Nie będę się rozdrabniał, tylko posłużę się autorytetem w dziedzinach językowych, profesorem Jerzym Bralczykiem. Interesujący nas fragment rozpoczyna się od około 3:30 niniejszego klipu.

[flash=425,355]http&#58;//www&#46;youtube&#46;com/v/qEaVQeXO   gFU&amp;hl=en[/flash]

Jak więc sami widzicie, tym prostym zabiegiem, dodając liczbę mnogą, osiągnąłem podwójne zaakcentowanie tego, co w rozpatrywanym haśle najważniejsze - przedstawienie BAZYLa jako istoty na wskroś złej. Swoją drogą zachęcam do obejrzenia filmiku do końca, bo jest tam poruszanych wiele niezwykle ciekawych kwestii, choć pewnie dla wielu oczywistych.

Z drugiej jednak strony wątpię, żeby komuś chciało się słuchać o języku przez dziesięć minut poza godzinami szkolnymi, no cóż, różnie to bywa.

Mi jednak jedna rzecz nie daje spokoju - czy można mówić pan do BAZYLa? Już kiedyś na tym blogu opisywałem podobny przypadek, gdy na CoolKonie nazywała mnie tak pewna urocza młoda dama, ale tutaj abstrahując od konwentowych konwenansów - czy BAZYL może być pan, czy nie może?
Dodaj komentarz... BAZYL, 09.04.2008 21:05



Linkuj!Dla stęskonionych BAZYLa Komentarze: 4
Wiem, ze ostatnio nie bardzo mam czas na pisanie bloga, ale obiecuję, że to się zmieni. Za to dla wszystkich, którzy czekają na moje notki mam coś, co im wynagrodzi czas oczekiwania - filmik z moją paskudną osobą w roli głównej. Miłej zabawy!

[flash=420,339]http&#58;//www&#46;dailymotion&#46;com/swf/x   3g8hi[/flash]
Dodaj komentarz... BAZYL, 25.03.2008 23:24



Linkuj!Przypowieść o zakazach i naturze niewieściej Komentarze: 2
Świat pełen jest oszukańców. Ale kobiety są oszukańcami niejako z natury. Żeby daleko nie szukać - ot jedna dziewoja wczoraj obiecała mi wysłać pewien filmik, a do dzisiaj go nie otrzymałem. A to nie była obietnica, ale sprawa honoru - wygrałem bowiem ten filmik w Chińczyka. Właściwie płeć niewieścia ma wiele takich przypadłości, na przykład nigdy nie przestrzegają zakazów.

Powiem więcej - jeżeli chcesz, aby dziewczę coś uczyniło, musisz jej tego zabronić. Zresztą to nie jest żadne odkrycie, bo udowodnił to już Szef, na samym początku. A było to tak, że po stworzeniu człowieka, postanowił, że żyjąc w Raju w szczęściu i dostatku, taki człowiek będzie miał za dobrze. Postanowił więc stworzyć kobietę, która jak wiadomo jest idealnym środkiem na zatrucie życia. Ale to dopiero początek.

Zawołał Szef do siebie stworzoną kobietę i rzekł jej tak: Masz tu niewiasto wszystko co zechcesz - dobrobyt, dostatek i chłopa. Możesz z tym robić co ci się tylko podoba. Nie wolno ci tylko jednego - nie tykaj mojego drzewa! Lecz Szef nie byłby Szefem, gdyby poprzestał tylko na tym. Dlatego chwilę później wziął mnie na stronę i tak do mnie rzekł: Słuchaj BAZIU, jest sprawa. Zakazałem niewieście ruszania mojego drzewa, ale nie ufam jej. Idź tam i miej baczenie na to babsko, bo jak znam życie (a znam je dobrze, wszak sam je stworzyłem), to zaraz wsadzi łapy tam gdzie nie trzeba.

Cóż było robić? Zgodziłem się i czym prędzej podreptałem do ogrodu. Ledwie jednak zdążyłem położyć się na gałęzi zakazanego drzewa, widzę jak dziewoja zrywa owoc Szefa. Co robisz, niecnoto! - krzyczę do niej, a ona tylko się śmieje. To drzewo szefa - mówię - wiesz, że nie możesz go ruszać...

Odpowiedziała mi krótko - A kto się dowie?, szybko jednak zdała sobie sprawę z tego, że ja nie będę trzymał jej strony w tym sporze. Zaczęła krzyczeć, a kiedy zjawił się facet, nałgała mu, że ja ją podpuściłem. Nie bardzo miałem się jak bronić, na szczęście wtedy zjawił się Szef, więc do rękoczynów nie doszło. Parka została przykładnie ukarana i wygnana z Raju, a mnie wziął Szef do siebie na dywanik.

Widzisz BAZIU, rzekł mi wtedy, ja znam kobiety (wszak sam je stworzyłem) i wiem, że są oszukańcami. Wiem, że zostałeś wrobiony i bardzo ubolewam nad tym faktem. Ale nie bój żaby, wymyśliłem co z tym zrobimy. Zwalimy wszystko na węża!

Miałem pewne obiekcje, ale Szef jak zawsze wykazał się sporą kreatywnością. Mówisz, że jaszczurki mają nogi, a węże nie. To nic. Powiemy, że wąż też miał nogi (wszak to ta sama gadzia rodzina), ale mu je odebrałem za karę, za to co zrobił w Raju - żeby za karę, jak robal nędzny, musiał pełzać szorując brzuchem po ziemi. Ty byłeś moim wysłannikiem na służbie, masz moją ochronę. I możesz się tym wszystkim nie martwić.

Na koniec zostałem jeszcze pouczony o naturze niewieściej i zapewniony, że dziewoja złamie każdy zakaz jaki się przed nią postawi. A na koniec zostało mi tylko przekonać węża do tego, że kiedyś faktycznie posiadał nogi... Ale to już zupełnie inna historia.
Dodaj komentarz... BAZYL, 25.02.2008 00:13



Linkuj!Ważna BAZYLego nauka o grzeczności Komentarze: 0
BAZYL, z boku rzuciwszy wzrok na czytelnika
I poprawiwszy nieco końcówek szalika,
Nalał węgrzyna i rzekł: &quot;Dziś nowym zwyczajem,
My na naukę młodzież do stolicy dajem
I nie przeczym, że nasi synowie i wnuki
Mają od starych więcej książkowej nauki;
Ale co dzień postrzegam, jak młódź cierpi na tem,
Że nie ma szkół uczących żyć z ludźmi i światem.
A forum jako świat jest a więc powiem śmiało:
Grzeczność nie jest nauką łatwą ani małą.
Grzeczność wszystkim należy, lecz każdemu inna;
Bo nie jest bez grzeczności i miłość dziecinna,
I wzgląd męża dla żony przy ludziach, i pana
Dla sług swoich, a w każdej jest pewna odmiana.
Trzeba się długo uczyć, ażeby nie zbłądzić
I każdemu powinną uczciwość wyrządzić.
Ale uczciwości, wśród gawiedzi na forum,
Wiela tu nie odnajdziesz, bo z różnego toru
Wychowania rodzinnego, kultur, zwyczaju
I chowu, spotkasz w naszym wielkim polskim kraju.
Uszanować odmienność godzi się wszelako
A nie od niegrzecznych wzywać od razu, jako
Naukę na przyszłość zostawiać epitety
Które same uprzejme nie będą niestety.
Wszelako powiadam wam przyjaciele moi
Uwagi na niegrzeczność zwracać nie przystoi
Bo zwykle dużo większym nietaktem bywają
Słowa ganiące nietakt, które karcić mają!&quot;
Dodaj komentarz... BAZYL, 13.02.2008 23:15



Następna

wszystkie | recenzje | pozostałe
---
=>
Diablo III - wrażenia z testów beta
Paweł 'Oso' Czykwin, Komentarze: 0

=>
Mass Effect 3 - recenzja gry

=>
Shank 2 - recenzja gry

=>
Skyrim vs. Mass Effect 2 – porównanie

=>
Legend of Heroes: Trails in the Sky - recenzja gry

=>
Orcs Must Die! – Śmierć orkom! – recenzja gry


forum | sesje rpg | konwenty | blogi | galerie | irc
---
=>
Swiatynia Pierwotnego Zła
Diabeł, 2012-05-18, Odpowiedzi: 25

=>
Sacred (dodatki również)
Ragnar, 2012-05-18, Odpowiedzi: 37

=>
Reaktywacja cRPGc: W co teraz gracie?
Pita, 2012-05-08, Odpowiedzi: 1381

=>
Baldurs Gate Wrota Baldura
evilmg, 2012-05-08, Odpowiedzi: 325

=>
Seria Heroes of Might and Magic
ardek123, 2012-05-08, Odpowiedzi: 312

=>
Pierwszy cRPG
Diabeł, 2012-05-08, Odpowiedzi: 172



artykuły | nowości | blogi
---
=>
Atelier Totori: The Adventurer of Arland - recenzja gry
Ostatni: q124, 2012-04-17 23:13:57

=>
Skyrim vs. Mass Effect 2 – porównanie
Ostatni: BAZYL, 2012-03-20 10:40:44

=>
Heroes of Might and Magic III
Ostatni: krysti, 2012-03-17 11:34:04

=>
Assassin’s Creed, czyli Wielkie Rozczarowanie
Ostatni: iqcha, 2012-03-12 23:30:07

=>
Gothic III – recenzja
Łukasz Dąbrowski 'Elf', Komentarze: 102
Ostatni: ważne, 2012-02-27 12:49:57

=>
The Cursed Crusade - recenzja gry
Ostatni: michu, 2012-02-02 18:25:44

Redakcja | Współpraca | Prawa Autorskie | Reklama
© Tawerna RPG 2000-2012. Pewne prawa zastrzezone. ISSN 1895-0000